Phone phreaking: jak gwizdek z płatka śniadaniowego złamał sieć

Zanim pojawili się hakerzy komputerowi, byli phreakerzy - ludzie, którzy oszukiwali system telefoniczny za pomocą gwizdków, tonów i domowej roboty elektroniki. Ta historia zaczyna się od zabawki z pudełka płatków śniadaniowych, a kończy w garażu, gdzie dwaj Steve'owie budowali fundamenty Apple.

Sieć telefoniczna jako pierwszy wielki system do zhakowania

W latach 60. i 70. XX wieku amerykańska sieć telefoniczna działała w oparciu o tzw. sygnalizację wewnątrzpasmową - informacje sterujące połączeniem (np. rozłączenie, przekierowanie, taryfikacja) przesyłane były tym samym kanałem dźwiękowym co rozmowa, w postaci konkretnych tonów. To rozwiązanie inżynierskie miało jedną fatalną wadę: skoro sterowanie siecią odbywało się dźwiękiem, to każdy, kto potrafił odtworzyć właściwy ton o częstotliwości 2600 Hz, mógł przejąć kontrolę nad połączeniem.

Odkrycie tego mechanizmu dało początek phone phreakingowi - subkulturze entuzjastów, którzy eksperymentowali z siecią telefoniczną, wykonywali darmowe połączenia międzymiastowe i międzynarodowe, a czasem po prostu badali, jak daleko sięga system, z czystej ciekawości. Był to w gruncie rzeczy pierwszy masowy przypadek wykorzystania luki w infrastrukturze krytycznej na długo przed tym, zanim ktokolwiek używał słowa cyberbezpieczeństwo.

Gwizdek z pudełka płatków, który wart był miliony

Najbardziej znaną postacią tej sceny był John Draper, znany później jako Captain Crunch. Jego przydomek wziął się z odkrycia, że plastikowy gwizdek dołączany jako gratis do pudełek płatków śniadaniowych Cap'n Crunch generował dźwięk o częstotliwości dokładnie 2600 Hz - identycznej jak sygnał używany przez centrale telefoniczne do oznaczania wolnej linii.

Wystarczyło zadzwonić na numer bezpłatny, zagwizdać w słuchawkę, a centrala uznawała połączenie za zakończone i otwierała dostęp do wewnętrznych, niezabezpieczonych kanałów sieci szkieletowej - czyli tych samych, którymi łączyły się rozmowy operatorskie na całym świecie. Z pozoru dziecinny trik pozwalał więc na darmowe rozmowy międzynarodowe i eksplorację architektury sieci, o której zwykli użytkownicy nie mieli pojęcia.

Blue Box, czyli hakowanie stało się elektroniką

Gwizdek szybko okazał się rozwiązaniem prowizorycznym. Phreakerzy zaczęli budować urządzenia elektroniczne generujące pełen zestaw tonów sterujących centralą - tzw. Blue Boxy. Jedno z takich urządzeń, opisane w głośnym artykule magazynu Esquire w 1971 roku, trafiło w ręce dwóch studentów z Kalifornii: Steve'a Wozniaka i Steve'a Jobsa.

Wozniak, korzystając z talentu inżynierskiego, samodzielnie zaprojektował własną, cyfrową wersję Blue Boxa, a Jobs zajął się tym, w czym już wtedy był znakomity - sprzedażą urządzeń kolegom z akademika. Obaj później wielokrotnie podkreślali, że to właśnie doświadczenie z Blue Boxami nauczyło ich, iż dwie osoby z dobrym pomysłem technicznym i odrobiną odwagi mogą zbudować coś, co zmieni zasady gry. Kilka lat później zbudowali w garażu komputer Apple I.

  • Blue Box generował elektronicznie ton 2600 Hz oraz sygnały wielotonowe MF używane przez operatorów
  • Urządzenia sprzedawano nielegalnie na kampusach za 150-300 dolarów
  • Posiadanie Blue Boxa było przestępstwem federalnym w USA już od początku lat 60.

Koniec złotej ery phreakingu

Firmy telekomunikacyjne, przede wszystkim AT&T, przez lata traciły ogromne kwoty na nieopłacone połączenia. Odpowiedzią stało się stopniowe przechodzenie na sygnalizację poza pasmem (out-of-band signaling) - system SS7, w którym dane sterujące połączeniem przestały być przesyłane tym samym kanałem co rozmowa. To technicznie zamknęło furtkę, z której korzystali phreakerzy przez dwie dekady.

John Draper został aresztowany kilkukrotnie za oszustwa telekomunikacyjne, ale jego dalsza kariera pokazuje ciekawy wzorzec, który powtórzy się później wielokrotnie w świecie IT - z hakera stał się programistą i pomagał tworzyć jeden z pierwszych edytorów tekstu na komputery Apple II. Wielu innych phreakerów z lat 70. w naturalny sposób przeszło do świata komputerów osobistych, gdy ten zaczął się rozwijać - umiejętność rozumienia systemów od środka i szukania w nich luk okazała się uniwersalna.

Co ta historia mówi o dzisiejszym bezpieczeństwie firm

Phone phreaking to w gruncie rzeczy pierwszy przykład zasady, która obowiązuje do dziś: każdy system zaprojektowany bez założenia, że ktoś będzie go celowo nadużywał, prędzej czy później zostanie złamany. Sieć telefoniczna ufała każdemu, kto potrafił wygenerować odpowiedni sygnał - dokładnie tak, jak wiele firmowych systemów wciąż ufa nadawcy e-maila, numerowi dzwoniącego czy urządzeniu podłączonemu do sieci lokalnej.

Współczesne odpowiedniki phreakingu to między innymi ataki na infolinie firmowe, oszustwa głosowe (vishing) czy przejęcia numerów telefonicznych. Różnica jest taka, że dziś broniące się firmy mają do dyspozycji znacznie lepsze narzędzia niż operatorzy z lat 70. - segmentację sieci, weryfikację wieloskładnikową czy stały monitoring infrastruktury. Warto z nich korzystać, zanim ktoś znajdzie swój odpowiednik gwizdka z pudełka płatków.

Nie czekaj, aż ktoś znajdzie lukę w Twojej sieci

Historia phreakingu pokazuje, że najprostsza luka potrafi kosztować firmę najwięcej. Sprawdźmy razem, czy infrastruktura Twojej firmy jest odpowiednio zabezpieczona i monitorowana.

Zamów audyt bezpieczeństwa IT Bezpłatna konsultacja